Po co doktor patrzy w urynał, oraz

o początkach cukrzycy.

 

"Gdzie jest wielu lekarzów, częstokroć choroba dłużej trwa. Bo spuszczając się jeden na drugiego, nie tak pilnie wszyscy myślą o chorym, jako gdy jeden lekarz (…) Patrzy w urynały doktor nie dlatego, aby się miał w tym kochać, ale aby mógł uzdrowić chorego, obaczywszy w nim ze znaków, co się dzieje. Kto chce ratować tonącego, musi się moczyć w wodzie".

 
Sebastian Petrycy. Jedna z osobistych uwag i dygresji
zawartych w tłumaczeniu „Etyki” Arystotelesa.

 

       Czytając ten krótki fragment polskiego przekładu „Etyki” autorstwa wyżej wymienionego S. Petrycego z początku XVII wieku warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest pogląd moralizatorski, który jak sądzę nie wymaga dalszego komentarza, i który można wyrazić w starym przysłowiu „ gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść”.

       Drugą, ważniejszą sprawą jest ówczesna metodologia analizy moczu. Dziś dysponujemy w tym celu całą diagnostyką laboratoryjną, dzięki czemu z samego tylko moczu możemy wyciągnąć wiele wniosków na temat zdrowia pacjenta. Kogo choć raz w życiu lekarz prosił o nasikanie do pojemnika ten wie o co mi chodzi i rozumie, że z reguły nie robimy tego dla osobistej przyjemności. Jak jednak radzono sobie z tym problemem w czasach alchemii, a zatem na długie lata przed narodzinami współczesnej chemii?

       Naczynie z moczem było od najdawniejszych czasów nieodłącznym atrybutem lekarza. Na niezliczonych wyobrażeniach „danse macabre” (z fr. – pol. „taniec śmierci”) pojawia się on zazwyczaj z koszykiem ze szklanymi pojemnikami na ciepłą urynę.

La Danse macabre„La Danse macabre”, Guyot Marchant, 1486r, Paryż.
Drugi od lewej widoczny lekarz z charakterystycznym naczyniem na mocz.

 

       Barwa moczu, jego smak i zapach oraz wygląd osadu według warstw były bardzo dokładnie rozważane, choć skarżono się, że „lepiej dochodzić językiem smaku pieczonego koguta niż uryny chorego” (kto się z tym nie zgodzi?). Lekarze średniowieczni dochodzili – pomimo wielkiej niedokładności takiego badania – do dużej biegłości empirycznej w ocenianiu zdrowia pacjenta i stawianiu właściwej diagnozy.

Toorenvliet, wizyta lekarska w domu chorej 

Jacob Toorenvliet, obraz z okresu baroku, przedstawiający wizytę lekarską w domu chorej, lekarz trzyma w ręku typowe naczynie (matula) do oglądania moczu.

 

       Sama terapia, prócz podawania leków, polegała głównie na spokoju, postach, diecie, kleikach, napoju kwaskowatym i upuszczaniu krwi. Niektóre z tych metod stosuje się również we współczesnym lecznictwie i to z pozytywnymi efektami, choć rzecz jasna z pominięciem upustów krwi.

 J. Ch. Fiedler, badanie chorej przez lekarza

 J. Ch. Fiedler (poł. XVIII w.) – obraz przedstawiający badanie chorej przez lekarza, trzymającego w ręku naczynie do oglądania moczu.

 

       W roku 1674 Tomasz Wills na podstawie smaku domyślił się obecności w moczu cukru. Dziś wiemy że jest to jeden z podstawowych objawów cukrzycy (konkretnie chodzi o glukozę w moczu), ale już wtedy wiązano słodkawy smak moczu z nadmiernym spożyciem „białego złota”, którego współcześni lekarze zwykli jednak określać mianem „białej śmierci”.

  Lekarz

        To właśnie w XVI i XVII wieku na rynki europejskie zaczęły trafiać coraz większe ilości cukru wytwarzanego z trzciny cukrowej (pochodzącej najpewniej z Nowej Gwinei, a znanej w Indiach ok 3000 lat p.n.e.). Cukru, który wcześniej dostępny był tylko sezonowo w małych ilościach, w owocach i miodzie. W okresie baroku krystalizowany cukier osiągał zawrotne ceny, z tego też powodu, choroba znana dziś jako cukrzyca typu II, była początkowo przypadłością ludzi możnych i bogatych (być może dlatego rany, znanego z obżarstwa Henryka VIII Tudora nie chciały się goić przez długie lata, choć nie ma dziś jednoznacznych dowodów na to, że cierpiał na cukrzycę). Obecnie cukier jest powszechny, a wraz z nim cukrzyca i wiele innych przypadłości.

Cukier

 

- „Madame wkładamy dziecko z powrotem!”, red.: Katarzyna Siwiec, Mieczysław Czuma, Leszek Mazan, Kraków 2009

 

 
Poczet Krakowskiej Chorągwi Husarskiej
Projekt i wykonanie: © Kasia i Tomek
Kraków 2011-2013
Teksty i zdjecia podlegają ochronie prawnej na podstawie Ustawy o Prawie Autorskim i Prawach Pokrewnych
Dz.U.1994r. Nr 24 poz.83 z dn. 4 lutego 1994 wraz z późniejszymi zmianami.
Stowarzyszenie, Zarząd Stowarzyszenia ani administrator strony nie ponoszą odpowiedzialności za informacje zamieszczone na stronie husaria.krakow.pl i jej podstronach.